Matka w lesie

Grzeczne dziecko- wiedz, że coś jest nie tak… ciąg dalszy.

Dwa dni temu poznaliśmy wstępną opinię o naszym synu. Stwierdzono autyzm. Czeka nas jeszcze potwierdzenie przez lekarza psychiatrę, a potem Poradnia Psychologiczno- Pedagogiczna i załatwianie papierów, które umożliwią nieodpłatną fachową pomoc. Mikołaj od tygodnia uczęszcza na prywatne zajęcia logopedyczne i terapię SI. Wypisałam go z publicznego przedszkola, uznałam, że nie otrzyma tam tego, czego potrzebuje, bo kadra była niedoświadczona w takich przypadkach. W marcu złożymy wniosek o przedszkole specjalne w znakomitej placówce w Olsztynie.

Dwa dni temu tata dostał jakby ciosem w twarz. Trochę czasu upłynie, zanim zrozumie. Dla mnie również nie jest to łatwe, ale podejrzewałam to od kilku miesięcy, od kiedy rośnie przepaść między zachowaniem półrocznej siostry Mikołaja a zachowaniem samego Mikołaja. Nie chcę roztrząsać, chcę zgłębiać temat. Oglądam dokumenty, czytam i chcę zrozumieć naszego syna, żeby jak najlepiej wykorzystać jego potencjał i jak najlepiej przygotować go do samodzielnego życia wśród ludzi.

Grzeczne dziecko- wiedz, że coś jest nie tak…

Każdy rodzic chciałby, żeby jego dziecko było grzeczne. Najlepiej na tyle grzeczne, żeby tata nie musiał odrywać się od telefonu, a mama mogła spokojnie zrobić obiad, posprzątać i na koniec odpocząć, popijając kawkę… albo sprawdzić, co słychać na fb! Ja takie grzeczne dziecko wyobraźcie sobie mam. Od początku nie mogłam się nadziwić, jaki ten mój synek jest cudowny: spokojny, umie się sam pobawić, nie kręci się pod nogami, nie wysypuje mąki z szafki, nie wspina się na meble, żeby sobie kark skręcić, ba! nawet poprochów z podłogi nie wkłada do buzi! Mam dziecko idealne! Mam czas na wszystko! 

Po 2. roku życia synka zostałam brutalnie uświadomiona, że to absolutnie nie jest OK. Że to nie jego spokojna natura, stoicki charakter, temperament flegmatyka, czy co tam jeszcze sobie wyobrażałam. Zdrowe dzieci tak nie mają! To opóźniony rozwój psycho-motoryczny, którego źródło próbujemy zdiagnozować… Może to Asperger, może autyzm (ale nie, przecież patrzy w oczy…), może tarczyca, może jakiś rzadki zespół, bo te uszy takie odstające…

Zostaliśmy zasypani skierowaniami do specjalistów od rehabilitacji, metabolizmu, neurologa, genetyka, psychologa, nawet okulisty. Świat mi się na tydzień zawalił, zanim to przetrawiłam. W końcu stwierdziłam, że to dobrze, że ktoś otworzył mi oczy, że trafiliśmy na panią dr, która rzeczywiście chce dociec powodu tego opóźnienia i pomóc.

Przez ostatnie pół roku rehabilitowaliśmy zmniejszone napięcie mięśniowe w nogach, badaliśmy tarczycę (nieco podwyższone anty-TPO, do dalszej obserwacji), a jutro zaczynamy spotkania z psychologiem. Mam nadzieję, że pod koniec października dowiemy się czegoś konkretnego.