Ogrodzenie.

Przełom września i października okazał się wymarzony do pracy na siedlisku. Prawie uporaliśmy się ze śmieciami zalegającymi pewnie od kilkunastu lat. Kończymy też 250 m ogrodzenia. To konstrukcja tymczasowa, ale na kilka dobrych lat powinna wystarczyć- chodzi głównie o ochronę przed dzikami i lisami (planujemy trzymanie kurek).

Słupki są drewniane, zabezpieczone olejem, wysokości 240 cm, z czego 160 wystaje ponad poziom ziemi. Każdy został wbetonowany, żeby przedłużyć jego żywotność i ustabilizować w gruncie.

Słupki są rozmieszczone co 2 m. Między słupkami jest drut kolczasty na trzech poziomach, a do nich doczepiona siatka leśna zagęszczona od połowy do dołu.

Koszt ogrodzenia to ok. 10 zł/ mb.

Szczegółowe obliczenia na 250 m ogrodzenia: słupki drewniane 700 zł, drut kolczasty 750 m 450 zł, siatka leśna zagęszczona 160 cm wysokości 900 zł, cement 200 zł, pomocna dłoń 200 zł. Suma to 2500 zł.

 

Pozostało jeszcze dokończyć przytwierdzanie siatki do drutu i konstrukcja bramy wjazdowej.

 

Dysplazja bioder- dzisiaj to nie wyrok.

Mam dysplazję lewego stawu biodrowego. Leczoną operacyjnie, bo została wykryta dopiero w 4. miesiącu życia. Za dysplazją poszła znaczna skolioza kręgosłupa. Po 3 dekadach życia postępuje zwyrodnienie biodra. Z bólem można żyć, ból podobno uszlachetnia ha! Ale gdy na badaniach preluksacyjnych lekarz poinformował mnie o poważnej dysplazji obustronnej mojego syna, myślałam, że dostanę zawału… To był pierwszy tydzień wyjęty z życia matki, o drugim piszę tutaj.

Dziś na szczęście bada się wszystkie niemowlęta po pierwszym miesiącu życia. Dziś nikt z lekarzy nie bagatelizuje tego problemu, który w prostej drodze prowadzi do inwalidztwa, a któremu można z wielką pewnością zaradzić. Gdy pierwszy lekarz poradził pieluchowanie Mikołaja, zmieniłam natychmiast lekarza. Wiedziałam, że to nie wystarczy. Drugi lekarz zalecił szelki, stwierdzając, że przy dysplazji II i III stopnia pieluchowanie nic nie da.

Szelki nosi się praktycznie cała dobę. Zdejmuje jedynie do kąpieli, choć ja uwalniałam nóżki także podczas przebierania pieluchy, żeby choć na chwilę Mikołaj mógł je wyprostować. Widok ciasno spętanego dziecka, które spędzi tak nawet kilka miesięcy, nie jest przyjemny. Ale zapewniam, że bagatelizacja zaleceń będzie jeszcze gorsza.

Syn spędził w szelkach 1,5 miesiąca, potem miał miesiąc przerwy, ale organizm nie chciał zdrowieć samodzielnie, więc znów na cały miesiąc musiał zostać zaszelkowany. To była droga długa i ciężka, ale nic w porównaniu do tego, co musiała przejść moja mama ze mną, jeżdżąc co kilka lat do stolicy na kolejną operację. Szelki to jest nic! Szczególnie, że finalnie biodra Mikołaja ukształtowały się prawidłowo i można było stwierdzić oficjalnie, że dysplazja została wyleczona!

Grzeczne dziecko- wiedz, że coś jest nie tak…

Każdy rodzic chciałby, żeby jego dziecko było grzeczne. Najlepiej na tyle grzeczne, żeby tata nie musiał odrywać się od telefonu, a mama mogła spokojnie zrobić obiad, posprzątać i na koniec odpocząć, popijając kawkę… albo sprawdzić, co słychać na fb! Ja takie grzeczne dziecko wyobraźcie sobie mam. Od początku nie mogłam się nadziwić, jaki ten mój synek jest cudowny: spokojny, umie się sam pobawić, nie kręci się pod nogami, nie wysypuje mąki z szafki, nie wspina się na meble, żeby sobie kark skręcić, ba! nawet poprochów z podłogi nie wkłada do buzi! Mam dziecko idealne! Mam czas na wszystko! 

Po 2. roku życia synka zostałam brutalnie uświadomiona, że to absolutnie nie jest OK. Że to nie jego spokojna natura, stoicki charakter, temperament flegmatyka, czy co tam jeszcze sobie wyobrażałam. Zdrowe dzieci tak nie mają! To opóźniony rozwój psycho-motoryczny, którego źródło próbujemy zdiagnozować… Może to Asperger, może autyzm (ale nie, przecież patrzy w oczy…), może tarczyca, może jakiś rzadki zespół, bo te uszy takie odstające…

Zostaliśmy zasypani skierowaniami do specjalistów od rehabilitacji, metabolizmu, neurologa, genetyka, psychologa, nawet okulisty. Świat mi się na tydzień zawalił, zanim to przetrawiłam. W końcu stwierdziłam, że to dobrze, że ktoś otworzył mi oczy, że trafiliśmy na panią dr, która rzeczywiście chce dociec powodu tego opóźnienia i pomóc.

Przez ostatnie pół roku rehabilitowaliśmy zmniejszone napięcie mięśniowe w nogach, badaliśmy tarczycę (nieco podwyższone anty-TPO, do dalszej obserwacji), a jutro zaczynamy spotkania z psychologiem. Mam nadzieję, że pod koniec października dowiemy się czegoś konkretnego.

Działka idealna?- przemyśl jeszcze raz.

Na wstępie- możecie przestać się łudzić, że działka idealna w ogóle istnieje. Na pewno warto szukać tej niemal idealnej. Nieraz zajmuje to całe lata, a po zakupie i poznaniu jej dokładnie, może się okazać, że jednak taka wyśniona nie jest. Tak było u nas.

Co było priorytetem:

  • teren wiejski, ale blisko do miasta
  • otwarta przestrzeń, pola i łąki, cudny warmiński krajobraz
  • brak sąsiada za płotem
  • duża działka, żeby nie zabrakło powierzchni do realizacji naszych wizji
  • podstawowe media (wodociąg, prąd)

Taką działkę znaleźliśmy bez problemu, dodatkowo zaletą była niska cena oraz brak podatku od nieruchomości, bo pozostały jedynie fundamenty po starych zabudowaniach oraz ziemia klasy V. Cud miód, więc kupujemy!

Pełni entuzjazmu, ale z nader skromnymi oszczędnościami zabraliśmy się za realizację marzeń- ja za tworzenie projektu mojego wymarzonego domu, a mąż za porządkowanie działki, która przypominała busz… Minęło 7 lat… Mieliśmy projekt, pozwolenie na budowę, uporządkowaną działkę z sadem i stawem. A domu wciąż brak. Nie zdecydowaliśmy się na wzięcie kredytu. Ciągle się przed tym broniliśmy, mimo że innej opcji na zamieszkanie tam nie było. Powody się sprecyzowały dopiero po jakimś czasie, jak spojrzeliśmy na to wszystko z boku. Mianowicie:

  • niedaleko od miasta (14 km), okazało się bardzo daleko i do tego po drugiej stronie Olsztyna, który do tej pory nie ma obwodnicy (może za kilka miesięcy od tego wpisu ukończą)
  • otwarta przestrzeń jest miła dla oka, ale dni kiedy wiatr nie urywał głowy można było policzyć na palcach jednej dłoni
  • brak sąsiada to komfort kiedy jesteś na miejscu, ale kiedy cię nie ma to gratka dla złodziei
  • duża działka to dużo koszenia, bardzo dużo koszenia!
  • wodociąg pozostał, ale po kilku latach nie pobierania prądu, firma kabel zwinęła, przyłącze przestało istnieć, co oznaczało czas i koszty na ponowne przyłączenie
  • podatek od nieruchomości powstał z chwilą przedstawienia projektu i mapy zagospodarowania terenu w Starostwie (płacisz za samą możliwość budowy, zmianę symbolu działki na budowlaną)

To są moje doświadczenia zakupu działki spełniającej wszystkie moje potrzeby. Rzeczywistość szybko weryfikuje nasze wyobrażenia. Swoją „idealną” działkę sprzedałam i kupiłam 3 razy mniejszą, 3 razy bliżej, osłoniętą lasem i z istniejącymi zabudowaniami do remontu. Oby była to TA działka!

 

Zaczynamy!

Matka startuje z nowym projektem! Siedlisko w lesie zakupione, można rozpocząć remont 😉 A w międzyczasie wychowywać dwójkę małych dziatek. Albo odwrotnie- przede wszystkim wychowywać synka i córkę, a w międzyczasie remontować domek w lesie… Jakoś trzeba będzie to pogodzić. Zdradzę Wam sekret powodzenia tej misji- mąż, obie babcie i obaj dziadkowie do pomocy! Alleluja i do przodu!

Ku pamięci wstawiam zdjęcia domu „zima 2017”:

  

To typowa kochówka poniemiecka, którą w latach 70. rozbudowano, czerwoną cegłę licową niestety otynkowano, wymieniono stolarkę okienną i dobudowano ganek. Przed remontem dom nieco straszy swoją architekturą, stracił swój pierwotny charakter. Postaramy się przywrócić utraconą harmonię na zewnątrz oraz wprowadzić wygodę i nowy układ wnętrzom. Rozpoczynamy przygodę!